Budżet obywatelski, czy gra pozorów?

poznan.pl
Oficjalnie - budżet obywatelski w Poznaniu to świadome współdecydowanie mieszkańców o wydatkach z budżetu miasta, poprzez zgłaszanie swoich pomysłów a następnie wybór tych, które w największym stopniu odzwierciedlają ich potrzeby. Pięknie, tylko o czym my mówimy…

Kilka dni temu „eksperci” wskazali 20 spośród 217 propozycji zmian w stolicy Wielkopolski, sugerowanych przez poznaniaków. Do wydania jest – uwaga – 10 milionów złotych. W skali dużego miasta (budżet około 3 miliardy złotych rocznie) z aspiracjami jest to kwota zabawna, dewaluująca całą ideę oddania w ręce mieszkańców Poznania choćby odrobiny władzy. Poza tym, podobne pieniądze i tak trafiłyby do rad osiedli. Szumna nazwa „budżetu obywatelskiego” ma jednak budować pozytywny wizerunek Prezydenta Miasta.



Generalnie sam pomysł (oczywiście zapożyczony) przy możliwości rozdysponowania większych środków byłby bardzo fajny. W moim odczuciu duże kontrowersje rodzi fakt, iż tak mały procent ogółu propozycji zostanie poddany głosowaniu – na czele zespołu, który weryfikował projekty poznaniaków, stał przewodniczący Rady Miasta, Grzegorz Ganowicz. Na jego miejscu byłoby mi wstyd za kilka decyzji. Najlepszy przykład? M.in. TUTAJ

Wygląda na to, że mamy do czynienia z subiektywną oceną w stylu: tym pomożemy, a tamtym już nie. Tych lubimy, a tych nie. Oczywiście, każdy z nas może uważać inne kwestie za priorytetowe czy bardziej istotne. Dla mnie promowanie sportu wśród dzieci i młodzieży w czasach coraz większej ich otyłości jest właśnie priorytetem.

Z tych 20 projektów, które przeszły pozytywnie weryfikację, 6 to propozycje dotyczące udogodnień dla rowerzystów, stosunkowa niewielka ilość oddolnych, przemyślanych inicjatyw, no i wisienka na torcie – „renowacja hali widowiskowo-sportowej Arena”. Ten relikt PRL od lat ledwo dycha, ale dlaczego przy jego odwlekanym remoncie nie posiłkować się „decyzją” ludzi (co za nowość!), którzy po prostu nie chcą, aby miejsce ważnych wydarzeń sportowych (o ile takie jeszcze mają miejsce w Poznaniu) przeciekało i było dla nas powodem do wstydu. Poza tym, to miejski obiekt!

Sama także zgłosiłam swój projekt, który (uwaga, szok!) przepadł w trakcie, hmm… Opiniowania? Selekcji?

Wnosiłam o poprawienie infrastruktury sportowej w piłkarskiej Warcie, m.in. montaż oświetlenia murawy obiektu, zadaszenie jednej z trybun, prace modernizacyjne związane z rosnącymi oczekiwaniami PZPN względem klubowej infrastruktury. Prymarnym celem była jednak poprawa warunków treningowych dla grup młodzieżowych, czyli budowa boiska ze sztuczna murawa – w Warcie na co dzień trenuje około 400 młodych piłkarzy z całego miasta. Wycena całego projektu wynosiła 1 500 000 złotych.

Warta zrzesza najwięcej trenujących poznaniaków w klubach sportowych, co wpływa na wysokość kosztów wynajmu obiektów sportowych w okresie jesienno – zimowym. Ewentualne wsparcie finansowe pozwoliłoby mieszkańcom Wildy korzystać w godzinach wieczornych z jedynych profesjonalnych obiektów sportowych w dzielnicy, co byłoby doskonałym dowodem nierozerwalnego związku Warty z poznaniakami. Kluczowa byłaby właśnie budowa boiska ze sztuczną murawą, którego piłkarska Warta nie posiada.

Tymczasem zdecydowano się na poddanie pod głosowanie innych projektów sportowych. Projekt Golaj, obejmujący odbudowę wspaniałego niegdyś kompleksu na Golęcinie, to najdroższy ze zgłoszonych projektów. Jego koszt to 8 mln 969 tys. zł. Przewiduje on zaadaptowanie stadionu piłkarsko-żużlowego i okolic do potrzeb uprawiania dyscyplin sportowych: żużla, futbolu amerykańskiego i kolarstwa górskiego – czytamy na poznan.sport.pl

Wśród propozycji znalazły się też: projekt budowy centrum sportów wrotkarskich w Parku Tysiąclecia za 2,5 mln złotych oraz torów łuczniczych przy ul. Urbanowskiej za 430 tys. zł. Moim zdaniem najbardziej sensowny spośród nich jest pomysł przywrócenia Poznaniowi żużla i odbudowa kompleksu na Golęcinie. W ramach ciekawostki: jeden z dziennikarzy poznańskiej telewizji opowiadał mi, że chcieli znaleźć pomysłodawców i nagrać coś o projekcie łuczniczym. Niestety mieli ogromny problem, aby znaleźć wspomniane miejsce na podanej ulicy i jej mieszkańcy również nie wiedzieli, gdzie to jest…

Reasumując- ścieżki rowerowe, chodniki, ławki - to obowiązek miasta, a nie coś, o co mieszkańcy muszą dodatkowo walczyć. Dla mnie najsmutniejszy wniosek jest jednak taki, że miasto na piłkarską Wartę (konkretnie wyłącznie na wsparcie grup młodzieżowych) przeznaczy tylko 110 tysięcy złotych rocznie. To marna kropelka w oceanie potrzeb. I norma w magistracie stało się ignorowanie potrzeb Warty. Jakichkolwiek.
Trwa ładowanie komentarzy...