O autorze
Szczęśliwa mama szóstki dzieci, rodowita Poznanianka, kobieta biznesu, prezes klubu piłkarskiego Warta Poznań S.A., prezes spółki budowlano-deweloperskiej Family House, kiedyś modelka. Jedna z najbardziej wpływowych kobiet w Polsce i w świecie piłki nożnej. Na swoim blogu poruszam tematy sobie bliskie: sport, zdrowy tryb życia, macierzyństwo i polityka.

O krok od wyjścia z dna

Miałam już w głowie wizję kolejnego rozczarowania – przyznaje, że nieco straciłam wiarę w wygranie rozgrywek III ligi przez moją Wartę po kilku słabych meczach w ostatnich kolejkach. Po pełnym dramaturgii meczu z rezerwami Lecha Poznań (spotkanie zakończyło się wynikiem 3:3, a warciarze aż trzy razy musieli gonić wynik), jest już pewne że zmierzymy się w decydującym o grze w II lidze barażu z Garbarnią Kraków.

Już za parę dni ambitnie grający aż do samego końca rozgrywek, młodzi zawodnicy Warty zagrają pierwszy z dwóch meczów, które mogą pozwolić na wydostanie się z tego piekła. Tak, piekła – jakiś czas temu porównałam III ligę do czyśćca, ale teraz moja opinia jest znacznie gorsza. Drugi raz z rzędu wygrywamy w tej amatorskiej lidze i tym razem chcemy wygrać decydujące baraże. Ciężko mi sobie wyobrazić, aby kolejny sezon drużyna traciła na starcia rozgrywane na kartofliskach, sędziowane przez nieudolnych arbitrów i oglądane przez kilkanaście osób.
Dlaczego baraże? Ze względu na formułę rozgrywek. Zwycięzcy ośmiu grup (Warta gra w grupie kujawsko – pomorsko – wielkopolskiej) będą rywalizować między sobą o cztery miejsca, zapewniające grę w kolejnym sezonie II ligi (w której rozgrywki mają już charakter centralny). To poniekąd uzasadnione, ale naprawdę trudno pogodzić się z sytuacją, w której trudy i zwycięstwa całego sezonu mogą zostać zaprzepaszczone poprzez jeden słabszy mecz. Obecnie jesteśmy świadkami kolejnych przekształceń - od sezonu 2016/2017 nastąpi kolejna reforma III ligi, gdzie w czterech grupach będzie grało po 16 zespołów. Mam jednak nadzieję, że nie będziemy musieli się tym za bardzo interesować…

Nie chcę rozwodzić się nad postawą moich zawodników – na podsumowania przyjdzie pora po meczach z Garbarnią. Krótko pisząc, wielu młodych zawodników pokazało się z dobrej strony – z kolei ci bardziej doświadczeni w decydujących momentach mogli i powinni dać drużynie nieco więcej. Liczę na nich – tak na przestrzeni najbliższych dwóch meczów, jak i w kolejnych rozgrywkach (oby w wyższej lidze).
Być może niektórzy z Was uznają, że może to nic odkrywczego, ale III liga to nie są profesjonalne rozgrywki. Nie jestem pewna, czy do końca zdajecie sobie sprawę z tego, jaka panuje w nich degrengolada. Wyobraźcie sobie, że prezesi innych klubów wręcz życzą nam awansu, aby dłużej już nie musieć wysłuchiwać od swoich piłkarzy porównań, w stylu: „a w Warcie, to Iksińskiemu płacą tyle a tyle”.

Nie, nie płacimy kokosów. My po prostu… płacimy, co automatycznie czyni nas potentatem i ziemią obiecaną dla trzecioligowców. Zdecydowana większość piłkarzy, biegająca po wątpliwej klasy murawach zagrażających ich zdrowiu, wiele dałaby by móc zagrać w Warcie. Nie ma tygodnia, w którym nie otrzymywałabym od różnych zawodników maili z prośbą o angaż w klubie.

Większość zawodników grających w trzeciej lidze musi wiązać grę w piłkę z pracą zawodową, lub liczyć na wsparcie rodziny. Nawet gdy młody zawodnik ma stypendium sportowe (na tych wypłatach pochodzących z samorządów bardzo często oparte są budżety płacowe), to bywa że nie jest ono wypłacane. W Warcie przyjęliśmy prostą zasadę – młodzi zawodnicy walczą najlepiej jak potrafią, promują nie tylko klub, ale i siebie. W zamian otrzymują szansę na zaistnienie w poważnej piłce. Ta formuła zdaje egzamin już drugi rok i mam nadzieję, że tym razem zawiła i bardzo kontrowersyjna formuła rozgrywek nie zabierze nam tego, co nasze, czyli awansu.
Choć nie ukrywam, że bywają słabe dni. Dni, w które łatwo stracić nadzieję. Jak na przykład wtedy, gdy Zieloni przegrali z klubem, który parę lat temu był niemal stałym sparingpartnerem w okresach przygotowawczych, masakrowanym regularnie przynajmniej kilkoma bramkami.  Nieraz na przestrzeni minionych rozgrywek mocno zastanawiam się, czy ta piłkarska „półegzystencja” ma jakikolwiek sens. Odpowiedź jest prosta – ma tylko wtedy, gdy wierzy się że to stan przejściowy.

Jak oceniam nasze szanse? Garbarnia to relatywnie mocny zespół i zdaje sobie sprawę, że o wyniku mogą przesądzić detale. Na przestrzeni minionych lat piłka nożna nauczyła mnie, że wszystko jest możliwe. Wierzę jednak, że tym razem szczęście będzie po naszej stronie. Trzymajcie kciuki, dopingujcie Wartę. Oby tym razem udało nam się wyjść z tych „para-rozgrywek” i od nowego sezonu grać już na poważniejszym szczeblu.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...