Lepszy wróbel w garści...

Już jakiś czas temu pisałam o tym, że polityka prorodzinna w Polsce praktycznie nie istnieje, że trzeba więcej wędek, a mniej ryb (Więcej wędek, mniej ryb!). Rząd PiSu tymczasem działa odwrotne, i będzie dawał już od kwietnia 2016 roku polskim rodzicom co miesiąc 500 złotych na każde drugie i kolejne dziecko. Niedorzeczny (zdaniem wielu) pomysł rodem z czarnych snów logicznie rozumującego ekonomisty stał się faktem i teraz pozostaje nam próba odpowiedzi na pytanie: czy ten ruch może jakkolwiek wpłynąć na przyrost naturalny w Polsce? Otóż uważam, że w tym ekonomicznym szaleństwie jest metoda. Jest też próba wyjścia naprzeciw oczekiwaniom obywateli, liczących na zaistnienie nad Wisłą jakiejkolwiek polityki prorodzinnej.



Dla wyjaśnienia - nie, nie stałam się nagle zagorzałą zwolenniczką PiSu. Nie zapominam o zadaniu wielu polskim rodzinom ciosu, jakim jest likwidacja wsparcia in vitro. Przyglądam się działaniom rządu krytycznie, ale też staram się być obiektywna i tym razem trzeba docenić starania rządzących.

Z jednej strony zamiast cieszyć się, że zostanie wprowadzony pierwszy program prorodzinny z prawdziwego zdarzenia, zajmujemy się tylko szukaniem minusów. Z drugiej strony, to szukanie wcale nie jest trudne. Te dodatkowe 500 zł na drugie i kolejne dziecko nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów towarzyszących rodzinom. W Polsce nadal brakuje kompleksowej polityki prorodzinnej w pełnym tego słowa znaczeniu, a to czego możemy teraz doświadczyć to tylko cząstka tego, co być powinno. Kryzys demograficzny może przełamać jedynie masowa wielodzietność.

Trudno jednak przejść obojętnie obok faktu, że mamy wreszcie program, mający nakłaniać i wspierać rodziny do posiadania co najmniej dwójki dzieci. Takie jest jego założenie i co ważne, nie jest to kolejne świadczenie socjalne. Wszystkie rodziny wielodzietne, w tym i moja, po raz pierwszy poczują że Państwo w jakiś sposób je docenia. Pierwszy raz i mam nadzieję, że nie ostatni.

Spotykam się z pytaniami, czy zależy mi na tym programie zważywszy na fakt, iż mam szóstkę dzieci, ale przecież jestem zamożna. Cóż… to nie są pieniądze dla mnie, tylko dla moich dzieci. Proszę się ich zapytać np. najstarszej 10-letniej już córki, czy uważa czy należy się jej i młodszemu rodzeństwu ta kasa, czy też nie. Czy jest gorszym młodym obywatelem od innych dzieci? Jako matka szóstki dzieci uważam, że decydując się na posiadanie tak dużej rodziny, na wychowanie szóstki Polaków, którzy będą tu pracować i płacić podatki, powinnam zostać wsparta i doceniona. Te pieniądze są dla dzieci, nie dla rodziców. Powinny być przeznaczone na rozwój i edukacje dzieci. Państwu powinno zależeć aby kształcić zaradnych przyszłych pracowitych podatników, a nie osoby liczące na świadczenia socjalne. Program prorodzinny nie powinien dyskryminować dzieci z żadnej grupy społecznej, niemożliwym jest ustalenie granic komu się coś bardziej należy, a komu mniej.

Państwo powinno zachęcać rodziców do powiększania rodzin na wiele różnych sposobów (może niekoniecznie tak, jak niedawno robiła to Dania). We Francji m.in. spróbowano refinansowania zatrudnienia niani - tam ponad połowa dzieci w wieku przed przedszkolnym ma opiekunkę, pod warunkiem że obydwoje rodzice wracają do pracy. Jakby tego było mało, rodzice w razie zatrudnienia opiekunki otrzymują specjalny finansowy dodatek, który pokrywa większość kosztów związanych z zatrudnieniem opiekunki, nie tylko obowiązkowe ubezpieczenie. Dla każdej rodziny podstawą do podjęcia decyzji o posiadaniu dzieci jest samodzielność finansowa: stabilizacja czyli stała, dobrze płatna praca, możliwość zakupienia własnego mieszkania czyli zdolność kredytowa, dostępna i tania opieka nad dzieckiem. Państwo powinno stymulować wielodzietność, ale też jednocześnie stymulować szybki powrót obydwojga rodziców do pracy. Bo ci co pracują, płacą podatki i napędzają gospodarkę.

Czy właśnie tego typu pobudki kierowały rządem PiSu przy wprowadzaniu projektu 500+? Śmiem wątpić i trudno nie uznawać, iż za pomysłem stał wyłącznie populizm. Ustawodawca powinien przyjrzeć się wprowadzanemu projektowi znacznie szerzej, pomyśleć też m.in. o świadczeniach dla rodzin z niepełnosprawnym dzieckiem czy dla samotnych matek/ojców z jednym dzieckiem.

Każdy program ma swoje założenia i granice, żaden program nie jest idealny. I nie zadowoli w pełni wszystkich. Ważne jednak, że cokolwiek zaczyna się dziać na tej płaszczyźnie. Według mnie u podstaw polityki prorodzinnej powinny leżeć:
- przemyślany program mieszkaniowy (głównie dla młodych ludzi);
- darmowa opieka przedszkolna;
- darmowa opieka dla dzieci do 3 roku życia (żłobki, nianie) pod warunkiem, że rodzice wracają do pracy, czyli płacą podatki;
- docenienie finansowe rodzin wielodzietnych (jednocześnie nie zniechęcające kobiet do powrotu do pracy).

Nie możemy sobie pozwolić na dłuższe bagatelizowanie problemów demograficznych, z jakimi mierzy się Polska. Według ostatniego raportu Najwyższej Izby Kontroli, nasza sytuacja demograficzna jest dramatyczna. Od dwudziestu lat systematycznie spada liczba ludności, a liczba urodzeń nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń. Jak czytamy w raporcie:

Przy utrzymywaniu się obecnych trendów, w 2060 roku liczba ludności Polski z blisko 39 mln zmniejszy się do ok. 32 mln osób. Zmieni się również struktura ludności: wzrośnie udział osób w wieku poprodukcyjnym, a zmniejszy udział dzieci. Spowoduje to, że jedna trzecia społeczeństwa w wieku produkcyjnym będzie pracowała na pozostałe dwie trzecie: dzieci i emerytów.

Oto, jak prezentowały się dane Eurostatu z 2011 roku, ukazujące wydatki na politykę rodzinną i współczynnik dzietności w wybranych krajach Unii Europejskiej:

Czas leci, a naród wymiera. Jeżeli chcemy przełamać kryzys demograficzny, to wszyscy Polacy powinni mieć więcej dzieci, a zwłaszcza ci pracujący i płacący podatki, gdyż to w głównej mierze ich dzieci będą w przyszłości utrzymywać resztę społeczeństwa. Myślmy, kombinujmy, dyskutujmy, nawet kłóćmy się – ale niech dzieje się w końcu coś konstruktywnego, co pozwoli na poprawę dramatycznej sytuacji, w której znajdujemy się nad Wisłą. Na początek niech kołem ratunkowym będzie te nieszczęsne pięć stów.

Do tej pory pieniądze wydawane na politykę prorodzinną w Polsce nie przynosiły efektów. Oby program 500+, choć jest zwykłym rozdawnictwem pieniędzy z naszych podatków (bo to nie są przecież pieniądze PISu ), przyniósł wymierne efekty. Mam nadzieje, że program ten zostanie z czasem skorygowany tak, aby obejmował jak najszersze spectrum problemów polskich rodzin, nikogo nie dyskryminował, aby stymulował zarówno wielodzietność, jak i szybki powrót obydwojga rodziców do pracy.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...